Kobiecy Futbol
Kobiecy futbol Newsy Wywiady

Sebastian Głogowski o tym co się stało w barażu z Jelną, jaki potencjał ma jego zespół, jak to jest mieć trojaczki w zespole

W deszczowe popołudnie, w rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, jak również w dniu, w którym dzieciaki wróciły do szkół, udało nam się namówić na dłuższą pogawędkę opiekuna UKS Bielawianka Bielawa, Sebastiana Głogowskiego.

W urokliwej restauracji w Dzierżoniowie trener ekipy z Bielawy, a poza sportem strażak, który dzielnie walczy z ogniem i innymi klęskami żywiołowymi, dał się namówić na szczerą rozmowę z naszym wysłannikiem.

Co się stało w barażu z Jelną, jaki potencjał ma jego zespół, jak to jest mieć trojaczki w zespole. O tym i o wielu innych sprawach przeczytacie w szczerym wywiadzie, gdzie udało nam się trenera Głogowskiego pociągnąć za język.

 

Nie mogę nie zacząć od tego pytania, które nurtuje waszych fanów od zakończenia tego spotkania. Co się stało w meczu barażowym z Jelną o miejsce w pierwszej lidze?

Uważam, że my jako zespół mentalnie zawiedliśmy w tym meczu. Nie byliśmy w głowach przygotowani na mecz o taką stawkę. Do tego doszły kłopoty z przygotowaniem motorycznym, gdyż przez pandemie, a co za tym idzie brak możliwości, by odpowiednio podejść do tego meczu, sprawiły, że nie wyglądało to tak, jak powinno na boisku. Taktycznie mieliśmy rywala rozłożonego na części pierwsze. Wiedzieliśmy co mamy zrobić, czego nie zrobić i zrobiliśmy na odwrót. Niestety zawiódł u nas „mental”.

Do tego chciałem nawiązać, gdyż odrobinę zasięgnąłem opinii. Wiedzieliście z kim gracie. Wiedzieliście co jest atutem Staszówki, a jakie są ich największe mankamenty. Z punktu widzenia obserwatora popełniliście wszystkie błędy, których popełnić nie powinniście. Obserwując grę w drugiej połowie, zaryzykuję tezę, że gdyby mecz trwał 120 minut, lub gdybyście mieli okazję rewanżu, to wynik byłby zgoła inny. Dwie szybkie bramki w pierwszej połowie, błędy w obronie. Co się stało z dziewczynami, które przypomnijmy, w rozgrywkach drugoligowych szły jak burza.

Wiedzieliśmy, że wiodącą postacią jest Paulina Tomiasiak. Dziewczyna robi grę Staszówki. Świetnie w mecz weszła bramkarka rywalek, Bałuszyńska, która wyciągała niemożliwe piłki. Wiedzieliśmy, że bramkarka rywalek nie ma wysokiego wzrostu, dlatego nastawiliśmy się na strzały z dystansu. Niewiele to zmieniło, gdyż w pierwszej połowie praktycznie nie doszliśmy do sytuacji strzeleckich. W przerwie odbyliśmy „damską” rozmowę w szatni. Wytłumaczyliśmy sobie to i owo. Niestety, jak był pan uprzejmy wspomnieć, mecz nie trwał 120 minut, bo dopiero w drugiej połowie pokazaliśmy, na co nas stać. Gdyby to był dwumecz, to jestem święcie przekonany, że to my świętowalibyśmy awans na zaplecze Ekstraligi.

Czy przeanalizowaliście ten mecz? Pytam nieprzypadkowo, gdyż oglądając wasze spotkanie z Górznem, w oczy rzucały się te same błędy, jakie popełniliście w meczu z Jelną. Druga sprawa, że dwa razy w tym meczu prowadziliście, to wy byliście stroną dyktującą warunki, a skończyło się, jak się skończyło.

Muszę się z Panem zgodzić. Mecz z Górznem mocno przypominał spotkanie barażowe. Wiedzieliśmy, że jedną z liderek Górzna jest Agata Bała. Gdy mieliśmy przyjemność spotkać się z Unifreeze w zeszłym roku, to skutecznie wyłączyliśmy Agatę z gry. Natomiast na inaugurację dziewczyny, nie chcę powiedzieć, że odpuściły, ale dały jej w tym meczu bardziej pograć, zostawiły zbyt dużo luzu, co skutkowało, że nie udało się zdobyć kompletu punktów na własnym terenie. Przeanalizowaliśmy spotkanie barażowe, jako sztab trenerski. Wierzę również, że moje zawodniczki przeanalizowały ten mecz klatka po klatce.

Chciałbym poruszyć teraz temat waszych wzmocnień. Miałem przyjemność rozmowy z panem, przy okazji meczu, i zwróciło to moją uwagę, że udało wam się ściągnąć nazwiska, które mogą robić wrażenie na tym poziomie rozgrywkowym. Co więcej, te wzmocnienia to wyraźny sygnał wysłany rywalkom, że chcecie się liczyć w walce o awans na zaplecze Ekstraligi. Potem przyszła liga. Trzy kolejki za nami, wy mieliście pauzę. Dwa mecze, jeden punkt, osiem bramek straconych, siedem bramek strzelonych. Wydaje mi się, że to jednak mało.

Bardzo mało, ciężko się nie zgodzić. Odnośnie do wyników na inaugurację, to zakładałem, że w tej rundzie będziemy mieć jedno potknięcie, z którego wykorzystaliśmy dwa, bo jedno przeszło z rundy wiosennej. Za pięć lat mojej pracy w Bielawie to nie pamiętam takiego początku sezonu. A nie, bardzo ta sytuacja przypomina sezon, w którym zrobiliśmy awans do drugiej ligi. Początek wtedy nie był udany, ale udało się skończyć na piątym miejscu w tabeli. Jeśli zaś chodzi o transfery, to dobieraliśmy potencjalne nabytki pod kątem wieku ich, jak i drużyny. Liczyliśmy, że bardzo łatwo wkomponują się w drużynę i będą przyszłością tego zespołu. Nie interesuje nas budowania drużyny co sezon, bo to nie jest nasz plan na ten projekt.

Do tego również chciałem nawiązać. Bielawianka szczyci się tym, że głównie wychowuje, a nie pozyskuje nowe zawodniczki. Jak was obserwowałem przez te lata, to macie tam promień 30 czy 50 kilometrów w scoutingu, śledzicie te turnieje w małych miejscowościach, szukacie perełek czy to w Kotlinie Kłodzkiej, czy w Kudowie, czy w okolicach Wałbrzycha. We własnym zakresie je dowozicie i odwozicie z treningu. Stwarzacie tym dzieciakom warunki do rozwoju indywidualnego. De facto i de iure odkąd UKS Bielawianka zaistniała w kobiecym futbolu to stawia na dziewczyny, które wychowuje i skutecznie lansuje. Zuzanna Szczepańska, Marta Kaźmierczak, Oliwia Silny, Amelia Niedzielska już zaistniały w profesjonalnym futbolu. Wy dajecie te zawodniczki, wy je szkolicie. Widać, że system szkolenia u was jest i ma się wyjątkowo dobrze. Gdy rozmawiałem w kuluarach meczów w Polsce, czy to w Łęcznej, czy to w Wodzisławiu, wiele osób związanych z kobiecą piłką było zdziwionych, że pomimo wykonywanej takiej pracy wy ten mecz z Jelną przegraliście.

Zgadza się. Staramy się wykonywać tę naszą pracę dobrze. Chociaż praca to nie jest dobre słowo, bardziej tu pasuje słowo pasja. Wyłapujemy takie brylanciki w naszym okręgu. Staramy się podłożyć podwaliny, by dzięki ciężkiej pracy stały się diamentami, zachowując oczywiście proporcje. Potem przychodzi moment, że, jak Zuzia czy Marta, chcą się rozwijać gdzieś indziej, gdzieś dalej. Nie zatrzymujemy ich. Co więcej, cieszymy się z ich sukcesów. Oliwia Silny zaczyna regularnie grać w Łodzi. Amelka Niedzielska też jest ważnym ogniwem swojego zespołu. Taki był nasz zamysł, taki był nasz plan. Szkolić to, co mamy, znajdywać i odkrywać talenty, a potem te talenty idą w świat, wystawiając nam świadectwo. Nie mogę nie wspomnieć o rodzicach wielu tych dziewczynek. Którzy przywożą i odwożą swoje pociechy. Które są na każdym treningu czy meczu. Które wierzą w marzenia swoich dzieci.

Przejdźmy do ligi. Macie za sobą mecz z Górznem i z Ostrovią. Plusem jest ofensywa, bo zdobywacie dużo bramek. Minusem, z widoku trybuny, jest defensywa, bo tych bramek tracicie rzeczywiście sporo. O ile w spotkaniu z Ostrovią do bramkarki nie można się przyczepić, o tyle w meczu z Unifreeze i Staszówką bramka wam nie pomogła, co również stawiam zarzut formacji defensywnej.

Gwoli ścisłości. Miya Hepnar pomaga nam w trudnej sytuacji. Patrycja Urbańska, która po sezonie dołączyła do nas z Bydgoszczy, miała swoje plany rodzinne, jeszcze przed przejściem do nas. Patrycja nie wiedziała, gdzie będzie grać po zakończeniu sezonu. Nie mamy żadnych pretensji do zawodniczki. Nie chcieliśmy burzyć planów Patrycji dlatego skorzystaliśmy z uprzejmości Miyi. Mimo że jeszcze efektów nie widać, zaczęliśmy wielką pracę nad formacją defensywną. Te efekty będą zauważalne, ocieram się o pewność, już w następnej kolejce. Dziewczyny wkładają bardzo dużo pracy. Ciężko pracują na treningach. Myślę, że to przyniesie efekty. Mamy świadomość, że nasza gra w obronie wygląda i opornie i topornie, ale z każdym treningiem pracujemy nad nowymi elementami, by było lepiej.

Chciałbym zapytać o fenomen na skalę Polski, który ma miejsce u was w drużynie. A mianowicie trojaczki Kruk. Mamy cudownie rozwijające się siostry Buś w Śląsku Wrocław. Szukałem i nie znalazłem trojaczek w żadnym polskim klubie. Wasze trojaczki weszły z przytupem do kobiecej piłki. Kadry wojewódzkie, znaczące role w Pana zespole. Martyna jest kapitanem i ostoją defensywy. Teresa i Zuzanna odnalazły się w ofensywie. Chciałbym się zapytać, jak rozwijają się ich talenty. Ciekawy jestem, jakie mają charaktery, czy takie same, czy jednak każda inna.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak mam trojaczki w drużynie, to one powinny grać na takim samym poziomie, mieć te same problemy i radości, bo to te same geny. Na pewno są takie same pod względem mentalnym i podejściem do treningów. Ciężko pracują, chcą się rozwijać. Pod tym względem nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Odrobinę różnią się warunkami fizycznymi. Natomiast diametralnie różnią się charakterem. Każda z nich jest inna. Każda inaczej przeżywa czy to porażkę, czy to zwycięstwo. To cieszy, bo jedne geny a trzy różne charaktery, trzy różne reakcje po meczach. Jest to nieocenione doświadczenie.

Chciałbym zapytać o wasze zawodniczki, które są z wami od początku. Zagajewska i Tylak. Zagajewska, według mnie i moich wieloletnich obserwacji, to taki Wasz mózg zespołu, zawodniczka, która rządzi i dzieli, która rozdaje piłki, aczkolwiek poza fenomenalną lewą nogą, to prawa służy, tylko by się nie przewracała. Karolina natomiast to serce Bielawianki. Typowy lis pola karnego. Jedyne co je łączy, że nie chcą opuścić Bielawy i nie próbują zdobyć świata, pomimo talentów, jakimi są obdarzone.

Nie mogę się z panem zgodzić. Faktem jest, że obydwie zawodniczki są związane z UKS Bielawianka od początku jej powstania. Jeśli chodzi o Zagaja, nie zgadzam się, gdyż potrafi prawą nogą zrobić celne podanie. To są bardzo doświadczone zawodniczki. Są świadome swoich atutów, są świadome, ile dają zespołowi. Więcej bazują na doświadczeniu, chociaż nie ukrywam, że bardziej by mnie uszczęśliwiły, gdyby zdecydowanie więcej biegały. Natala to jest taki człowiek, który potrafi poderwać zespół w trudnym momencie, dzięki czemu mamy taką liderkę, która mentalnie ciągnie zespół za sobą.

Dobrze, a co z Karoliną Tylak. Według mnie, i nie tylko, wielki talent ostatnich lat. Zasiedziała się w niższych ligach, nie spróbowała iść wyżej. Trener Kasprowicz widział tę zawodniczkę w kadrach, które prowadził, ale wiadomo, że z trzeciego poziomu rozgrywek w Polsce ciężko mieć dobrą pozycję startową do walki o miejsce w kadrze, nawet jeśli jest to kadra młodzieżowa. Chciałbym zapytać, zostawiając trenerowi furtkę „bez komentarza”, czy Karolina miała oferty, by odejść z Bielawy?

Karolina ma oferty co pół roku, kiedy tylko otwiera się okienko transferowe. Natomiast ona jest mocno związana z Bielawą, tu się czuje dobrze, tu chce grać. Nie ukrywam, że troszeczkę mnie to dziwi, jako trenera, bo zawodniczka o takim talencie i umiejętnościach powinna spróbować swoich sił. Ale szanuję jej decyzję.

Pytam nie przypadkowo. Często mieliśmy okazję razem rozmawiać i zauważyliśmy, że brakuje w Polsce typowej „dziewiątki”. Nikola Kareczewska, Dżesika Jaszek, to jedyne takie typowe snajperki. Karolina świetnie wpisywała się w ten model lisa pola karnego, takiego egzekutora.

Dobrze pan to ujął, że wpisywała. Gdyż znaleźliśmy dla niej inną pozycję, gdzie staramy się z niej wykrzesać jeszcze więcej.

Tak, lewa pomoc. Świetnie pan ocenił jej możliwości i potencjał. Przesunął pan Karolinę na skrzydło i okazało się, że ona może dawać drużynie jeszcze więcej. Taki wolny elektron po tej stronie boiska, która może robić wszystko, co chce, by dać zespołowi w ataku jak najwięcej. Ja zakochałem się w jej grze na szpicy. Widziałem, jak zdobywała bramki w niewiarygodnych sytuacjach. Wydawałoby się, że piłka jest stracona, a Karolina zdobywała z tego bramki. Kolokwialnie potrafiła włożyć głowę tam, gdzie inna nie odważyłaby się włożyć nogi.

Kolokwialnie można by było tak rzec. Karolina jest świadoma tego, że nie gra jeszcze głową tak, jakby sama od siebie tego oczekiwała. Ale ciężko nad tym pracuje. Co do zmiany pozycji, wielokrotnie w rozmowach z nią, sama mi przyznawała, że kocha zdobywać bramki, ale odnalazła się na skrzydle, czuje się tam dobrze i to wypracowywanie daje jej jeszcze więcej satysfakcji.

Chciałbym się zapytać, jak udało wam się wyłowić taki talent, jakim jest Zuzia Walczak. Wygląda rewelacyjnie, wchodzi w mecz bez pardonu, bez respektu przeciwko komu gra, ale i z należytym szacunkiem.

Moim hobby jest taki scouting bardziej regionalny. Przeglądając fanpage czy youtube lokalnych klubów znalazłem filmik, gdzie Zuzia grała z chłopcami. Pokazała się na nim z bardzo dobrej strony. Zdecydowaliśmy się zaprosić ją do nas na treningi. Jej pierwszym dużym turniejem były Mistrzostwa Polski w futsalu. Wtedy właśnie złapała nić porozumienia z drużyną, zżyła się z nią. To był moment, gdy podjęła decyzję, by z nami zostać i kontynuować grę w Bielawiance. Bez fałszywej skromności powiem, że jest to takie wielkie odkrycie ostatnich lat tutaj u nas w okolicy. Myślę, że właśnie Zuzia może być taką naszą wizytówką tej naszej pracy, szukania, scoutingu. Miała oferty z paru klubów, w tym z Katowic, natomiast po rozmowach z mamą stwierdziliśmy, czyli Zuzia z mamą, jak i my, że zostanie w Bielawiance, dopóki nie skończy szkoły.

À propos drużyny nie można nie wspomnieć o Brzeskiej i Iwańczuk. Kasia Brzeska stara się w ataku, a o ciężkiej pracy, często nie docenianej, Iwańczuk też się wiele nie pisze.

Tak. Wymienił pan kolejne doświadczone zawodniczki. Najbardziej imponuje mi w nich, że w trakcie meczu, podczas sytuacji instynktownie podpowiadają młodszym koleżankom. Na treningu młodsze dziewczyny również mogą czerpać z ich doświadczenia. Dla trenera to sama radość mieć takie charaktery w zespole.

Trenerze jest początek sezonu, o wypuszczonych z rąk punktach już rozmawialiśmy. Czy jest to realny stan Bielawianki, czy wypadek przy pracy?

Bardziej nazwałbym te wyniki potknięciami. Taki zimny prysznic, który nas, mam nadzieję, wybudził z letniego snu. Naszym celem jest zagrać jak najlepszą rundę. Chcemy być jak najwyżej w tabeli, najlepiej pierwsze, bo wciąż nie wiemy, jak nam ta pandemia pokrzyżuje plany i trzeba być gotowym na wszystko. A w tej sytuacji, w jakiej cały świat musi się odnaleźć, dla Bielawianki każdy punkt jest na wagę złota.

A prywatne plany Sebastiana Głogowskiego? Pytam nieprzypadkowo, gdyż ROW Rybnik szuka trenera (rozmawialiśmy 1/09/2020, przyp. red.)?

Na chwilę obecną moim projektem jest UKS Bielawianka. W lecie miałem propozycję, by ze sztabem przejść do AZS PWSZ Wałbrzych, lecz propozycja nie była satysfakcjonująca, by zostawić to, co zbudowaliśmy w Bielawie. Każdy trener chciałby poprowadzić zespół w Ekstralidze, lecz nie jestem człowiekiem, który spełnia marzenia za wszelką cenę.

Chciałbym zapytać o osobę, o którą nie wypada wręcz nie zapytać. Prezes waszego klubu, Mariusz Tylak. Człowiek, który miał marzenie, miał pomysł i on również zrobił wiele, byście byli tu, gdzie jesteście.

Naprawdę wielki ukłon w stronę Mariusza. Nie trzyma wszystkiego żelazną ręką, ale wciąż ma rękę na pulsie. Nasza pozycja w lidze, nasza możliwość walki o drugą, potem o pierwszą ligę to jego zasługa. Stworzenie możliwości i warunków szkolenia tych dziewczynek, promowania ich to też jego zasługa. Obecnie, po fuzji z SKP Bielawianka, jesteśmy jednym klubem. Prezes Tylak pełni funkcję wiceprezesa całej sekcji plus jest odpowiedzialny za wszystkie sekcje kobiet. Nie ma sytuacji, że więcej pieniędzy idzie na mężczyzn, mniej na kobiety. Prezesi Hałaczkiewicz i Tylak dbają o wspólne dobro, jakim jest marka Bielawianka. Widać gołym okiem jak dobrze ze sobą współpracują. Piękne jest to, że sekcja męska życzy nam awansu i trzyma za nas kciuki, równolegle my trzymamy mocno kciuki za chłopaków, którzy fenomenalnie rozpoczęli swoje rozgrywki i również w ich awans wierzymy. Mamy cichą nadzieję, że Bielawianka Bielawa po sezonie 2020/2021 będzie mogła świętować awanse swoich dwóch sekcji, żeńskiej i męskiej.

Trenerze dziękuję za tak otwartą i szczerą rozmowę. Czy chce pan coś dodać na koniec?

Tak. Chcę podziękować wszystkim moim dziewczynom, jak i każdej z osobna, za to, że walczyły do końca w barażu. A potem podniosły głowę i jeszcze ciężej pracują, by zrealizować nasze marzenie, jakim jest awans.

 

Wywiad przeprowadził Wielbuond

foto. UKS Bielawianka Bielawa

 

 

Może Cię również zainteresować

AMP w futsalu: Podsumowanie pierwszego dnia rywalizacji

Mariusz

Mitech Żywiec potwierdza niepewną przyszłość, decyzja do końca miesiąca!

Mariusz

Winczo bliska powrotu do zdrowia, Jaszek i Kopińska gotowe do gry

Mariusz

Skomentuj

Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym serwisie, dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies. Akceptuje Czytaj więcej