fbpx

Tatsiana Markushevskaya – „Granicę przekroczyłam pieszo, czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam”

Tatsiana Markushevskaya w barwach Czarnych Sosnowiec zanotowała wymarzony debiut w Pucharze Polski okraszony golem i pojawiała się w podstawowym składzie we wszystkich trzech rozegranych w tym roku meczach. W związku z zawieszeniem ligi i rozprzestrzeniającym się koronawirusem, reprezentantka Białorusi postanowiła jednak wrócić do ojczyzny, co wiązało się z rozwiązaniem kontraktu z ekipą z Zagłębia. 25-letnia pomocniczka w rozmowie z portalem „Tribuna.com” opowiedziała o okolicznościach transferu do Ekstraligi oraz aktualnej sytuacji na Białorusi.

– Pomysł wyjazdu za granicę pojawił się już dawno, jednak cały czas coś stawało na przeszkodzie. Najpierw sytuacja rodzinna, potem studia. Pod koniec 2019 roku postanowiłam, że wreszcie wyjadę, by grać w Polsce. Tam liga jest silniejsza niż na Białorusi. Oglądałam mecze, obserwowałam drużyny. Pod koniec sezonu sama napisałam do polskich trenerów, bo w białoruskiej kobiecej piłce nie ma agentów. Zgodziłam się na testy, spakowałam walizki i wyjechałam – powiedziała Markushevskaya białoruskim mediom – Ostatnio rosyjskie kluby zaczynają same wyszukiwać zawodniczki w naszej lidze. Jeśli jednak chodzi o Polskę, to trzeba samemu pisać, dzwonić, szukać kontaktu. Trzeba na miejscu sprawdzić, czy wszystko jest w porządku i wtedy można podpisać kontrakt. Trzeba samemu wykazać inicjatywę. Miałam inne oferty, ale nie z zachodu – z Rosji i Ukrainy. Przyjedź, pograj – na tej zasadzie. Ale nie chciałam wyjeżdżać ani tam, ani do krajów bałtyckich, jak Litwa. Tylko Polska. Dlaczego? Bo bardzo podoba mi się piłka nożna w tym kraju, podejście do gry. Poza tym to Europa, jest większa szansa pójść gdzieś dalej. W polskiej lidze zawodniczki są pod stałą obserwacją. Wystarczy spojrzeć na reprezentację, tam dziewczyny grają w najlepszych kobiecych klubach – Wolfsburg, PSG, Turbine, Juventus. Choć muszę przyznać, że w Rosji w ostatnim czasie pojawiło się wiele nowych klubów – CSKA, Lokomotiw, Zenit. Poziom się podniósł. Ogółem miałam w Polsce trzy opcje, więc musiałam zdać się nie tylko na logikę, ale i intuicję. Czarni to najbardziej utytułowany polski klub, w poprzednim sezonie sięgnęli po brąz ze stratą czterech punktów do obrońcy tytułu. W drużynie są piłkarki grające w reprezentacji Polski i Słowacji oraz w polskich kadrach młodzieżowych i juniorskich. Najbliżej Białorusi jest co prawda mistrz, Górnik Łęczna, ale nie było możliwości, by tam dołączyć, więc wybrałam Czarnych – dodała pomocniczka, która zdążyła na naszych boiskach wystąpić tylko w trzech oficjalnych meczach.

25-latka pokusiła się o porównanie Ekstraligi z rozgrywkami w jej ojczyźnie – Pojechałam do Polski aby zagrać w lepszej lidze i sprawdzić się w tym kraju. Trzeba ciągle dużo pracować. Miło zaskoczyły mnie tam napastniczki. Dziewczyny, w przeciwieństwie do naszych są błyskotliwe w ataku i nie boją się wziąć gry na siebie. Ponadto, ze strony drużyny i sztabu czułam wsparcie. Myślę, że mistrzowie Białorusi i Polski oferują podobne warunki finansowe. Tak, można powiedzieć, że przechodząc z Zorki-BDU dostałam podwyżkę, ale niewielką. Dlatego oczywiste jest, że nie pojechałam do Polski, żeby lepiej zarobić, ale żeby się rozwinąć. W Polsce piłkarki są bardziej rozwinięte fizycznie. Tam gra toczy się szybciej. Polska liga ma też więcej fanów na trybunach. To dla mnie wielkie odkrycie. Zimą fani przychodzili nawet na mecze towarzyskie. Pisali do mnie na Facebooku „Witamy!”. Przychodzą z szalikami, bębnami, to naprawdę bardzo miłe. Trenerzy i zawodniczki nie zadzierają nosów, tylko z szacunkiem się z nimi zawsze komunikują. Niektórzy kibice traktują piłkarki jak własne córki. Po meczach zawsze im dziękowaliśmy, dawaliśmy autografy. Dwa tygodnie po tym jak przyjechałam do Polski, pojechaliśmy na turniej do Niemiec, do Poczdamu. Nawet tam byli kibice Czarnych. Nie było ich dużo, pięć osób, ale ten fakt już wiele mówi. Nie mogę tu nie wspomnieć o kierowniku drużyny [Janusz Dyszkowski – red.]. Jego podstawową pracą nie jest działanie w klubie, a mimo to, prócz klubowych obowiązków, udaje mu się świetnie komunikować z kibicami. Organizuje konkursy, prowadzi stronę i profile w mediach społecznościowych, omawia mecze z fanami w internecie – chwaliła Białorusinka.

Poznaliśmy również szczegóły jej rozstania z Czarnymi Sosnowiec, które oficjalnie ogłoszono 1 kwietnia – Ostatni trening Czarnych odbył się 12 marca, ponieważ wszystkie stadiony, szkoły i place zabaw zostały zamknięte. Każdy mówił – usiądź w domu i poczekaj. Szybko zdałam sobie sprawę, że sytuacja jest naprawdę poważna i nie wiedziałam co robić. Mogłam albo wrócić na Białoruś, albo przeczekać wszystko w Polsce. Na początku nikt nie był w stanie przewidzieć rozmiarów tego problemu. Mówiono, że wznowimy treningi za dwa, lub trzy tygodnie. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że to potrwa znacznie dłużej, trener przygotowania fizycznego przygotował dla każdej zawodniczki indywidualny program ćwiczeń do wykonania w domu, aby nikt nie wychodził na zewnątrz. Zadzwoniłam więc do dyrektora klubu i zapytałam, czy może powinnam na ten czas wrócić do domu. Powiedział, że jeszcze nie ma takiej możliwości, nie wiedział jak sytuacja się rozwinie. Siedziałam więc w domu i trenowałam według indywidualnego planu, jak wszystkie inne piłkarki. Tak mijały dni, potem tygodnie. Czekałam, aż to wszystko się skończy, ale tak się nie stało. Siedziałam sama w obcym kraju. Nie daj Boże coś by się stało i kto miałby mi pomóc? Nie miałam całkowitego poczucia bezpieczeństwa, ale nie panikowałam. Trzy tygodnie po tym, jak przestałyśmy normalnie trenować ponownie skontaktowałam się z dyrektorem. Powiedział, że jeśli chcę wrócić na Białoruś, to musimy rozwiązać umowę, ponieważ mogę nie zostać wpuszczona z powrotem do Polski. Oczywiście nie chciałam opuszczać Sosnowca, zwłaszcza że wszystko zaczęło mi się układać w nowym klubie, ale to było konieczne. Nie było sensu siedzieć dalej w Polsce. Teraz nie wiadomo nawet, czy liga zostanie dokończona. Dlatego musiałam rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron, bez żadnego odszkodowania. Nie jest to niczyja wina, takie po prostu pojawiły się okoliczności. Z klubem uzgodniliśmy, że kiedy to wszystko się skończy, możemy ponownie nawiązać współpracę. Kibice pisali, że czekają na mnie latem. Teraz jest trudny czas, przez który wszyscy musimy przejść wspólnie – wyjaśniła Tatsiana Markushevskaya.

Białoruska pomocniczka opisała także jak dokładnie wyglądała jej podróż z Sosnowca do rodzinnego Mińska – Mój powrót był straszny, ale starałam się podejść do tego z humorem, bo jak inaczej? Kiedy za pierwszym razem chciałam wyjechać, lecz mi nie pozwolono, transport działał normalnie. W momencie gdy rozwiązałam kontakt i chciałam wrócić, autobusy już nie jeździły. Musiałam więc jechać pociągami – najpierw do Warszawy, a po godzinie miałam przesiadkę do Terespola. W pierwszym pociągu byłam prawie sama w całym wagonie. Gdy ktoś w pobliżu kichnął, to było straszne, ale miałam na sobie maseczkę ze środkiem dezynfekującym. W Warszawie na dworcu było niewiele osób. Ktoś nawet zaproponował mi transport do granicy białoruskiej. Wsiadłam w drugi pociąg, w którym też byłam niemal sama, nawet nie sprawdzono mi biletu. Dotarłam do Terespola, ze mną było pięciu Białorusinów. Wszyscy byli z Brześcia, jedynie ja z Mińska. Pomogli mi nosić bagaże. (śmiech) Podjechaliśmy razem taksówką, a granicę przekroczyliśmy pieszo. Tam była całkowita cisza, ani jednego samochodu, nikogo. Zazwyczaj czeka się długo w kolejce. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam. Polska straż graniczna spytała tylko w jakim mieście byliśmy i przepuścili nas bez problemów. Białorusini natomiast zmierzyli nam temperaturę, spytali skąd jedziemy i czy dobrze się czujemy. Musieliśmy też wypełnić specjalną ankietę i to wszystko. Straż graniczna miała na sobie maseczki i rękawiczki, jak wszyscy. Powiedzieli nam, że obowiązkowe są dwa tygodnie kwarantanny. Przekazali nam instrukcje jak się zachowywać. Dlatego teraz cały czas siedzę w domu. Nikt jednak nawet do mnie nie dzwonił, nie kontrolują czy przestrzega się kwarantanny. Prawdopodobnie liczą na świadomość i odpowiedzialność osób. Wracałam przez kilka stacji kolejowych, więc tak naprawdę ja bardziej bałam się o zdrowie nie swoje, a swoich bliskich. Nie chciałam im nic „przywieźć”. Podchodzę odpowiedzialnie do kwarantanny. Rozmawiam tylko z mamą i bratem. Mam tu dużo znajomych, ale nikogo nie zapraszam. Przestrzegam zasad izolacji. Nie można nic zrobić jeśli ktoś nie rozumie powagi problemu aktualnej sytuacji. Każdy powinien zacząć od siebie – powiedziała w rozmowie z portalem „Tribuna.com” była piłkarka Czarnych Sosnowiec.

Tu na Białorusi wszystko wygląda zdecydowanie „żywiej”. Ludzie normalnie chodzą do pracy, chociaż jest ich mniej niż normalnie. W porównaniu do tego co niedawno widziałam w Polsce, w Mińsku jest dużo ludzi. Czuję się jednak tutaj bezpieczniej, bo to mój dom. W porównaniu do Polski jesteśmy w tyle jakieś dwa tygodnie. Nawet moja mama na razie nie rozumie jeszcze powagi sytuacji. Każdy myśli, że to go nie dotknie. Nie chcę siać paniki, po prostu trzeba zminimalizować ryzyko i zawęzić kontakty towarzyskie. Jeśli ktoś musi iść do pracy, to niech idzie, ale jeśli do przejścia ma kilometr, to lepiej pieszo. Teraz przed nami Wielkanoc. Wszyscy są przyzwyczajeni do gromadzenia się. Jak to tak bez dziadków, krewnych? Ale prawdopodobnie teraz jest czas, w którym drobne rzeczy mogą uratować komuś życie. Można zostać w domu i zająć się rzeczami, które się od dawna chciało zrobić. Trzeba tylko zminimalizować kontakty, nie odwiedzać nikogo, nie chodzić wiele razy do sklepu – opisała aktualną sytuację na naszą wschodnią granicą 25-latka.

Markushevskaya została także zapytana o to, czy jej zdaniem rozgrywki na Białorusi powinny być nadal rozgrywane – Codziennie zadaję sobie to pytanie i nie wiem jaka odpowiedź będzie najlepsza. Trudno jest przewidzieć jak rozwinie się sytuacja. Skoro Europa nie gra i wszystko zostało tam zawieszone… Obecnie trwa liga męska, a zaraz ruszają rozgrywki kobiet. Nie wiem co się stanie za tydzień. Podejrzewam, że jeśli sytuacja się pogorszy i zachorowań będzie coraz więcej, żeńska liga nie wystartuje. W Polsce też siedzieliśmy i myśleliśmy, że za 2-3 tygodnie wznowimy treningi, ale tak się nie stanie dopóki sytuacja na całym świecie się nie poprawi – zakończyła reprezentantka Białorusi.

 

fot. facebook.com/KKS-Czarni-Sosnowiec

Other Articles

EkstraligaNewsyNiemcyPolki za granicąPolskaZagranica

Leave a Reply