Chelsea FC Women X

WSL: Triumf Arsenalu w derbach stolicy, Chelsea gubi punkty z beniaminkiem ligi

Osiemnasta kolejka WSL dostarczyła kibicom wielu emocji i nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Arsenal rozgromił West Ham United aż 5:0, potwierdzając wysoką formę. Punkty straciły natomiast piłkarki Chelsea, które tylko zremisowały z beniaminkiem, London City Lionesses 1:1. Na czele tabeli umocnił się Manchester City, a rzutem na taśmę zwycięstwo odniósł również Manchester United.

 

Triumf Arsenalu w derbach stolicy, Chelsea gubi punkty z beniaminkiem ligi

Reklama

 

Sobota w angielskiej WSL przyniosła nam cztery ciekawe spotkania. Osiemnasta kolejka sezonu to między innymi podwójne derby Londynu, w północnej części stolicy Arsenal podjął West Ham United, natomiast na południu ekipa London City Lionesses zmierzyła się z broniącą mistrzowskiego tytułu Chelsea.

 

Deklasacja w derbach stolicy – Arsenal wbija pięć goli West Hamowi United

Na Emirates popularne „Kanonierki” potwierdziły, że w ostatnich tygodniach są w bardzo dobrej formie, dając pokaz siły ofensywnej. Rywalizacja z lokalnym rywalem, West Hamem United od pierwszych minut układała się po myśli trener Renee Slegers. Faworytki pojedynku już w czwartej minucie zdołały objąć prowadzenie za sprawą trafienia Stiny Blackstenius. Dobrze z lewego skrzydła w pole karne dośrodkowywała Chloe Kelly, a wspominana Szwedka nie miała większego problemu z dołożeniem nogi do piłki i skierowaniem jej do siatki. Miejscowe od samego początku narzuciły bardzo wysokie tempo i szybko przejęły kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami.

W jedenastej minucie zawodniczki Arsenalu powinny były prowadzić różnicą dwóch goli, ale w dogodnej okazji Alessia Russo przeniosła futbolówkę nad poprzeczką bramki West Hamu United. Cztery minuty później przyjezdne przed utratą gola uratowała Kinga Szemik, najpierw broniąc mocne uderzenie Russo za pola karne, a chwilę później równie przytomnie reagując przy dobitce Olivii Smith.

W 28. minucie „Kanonierki” po raz kolejny z dużą łatwością znalazły i wykorzystały luki w formacji defensywnej rywalek, Blackstenius stanęła „oko w oko” z Szemik, ponownie Polka wykazała się doskonałym refleksem, broniąc uderzenie napastniczki Arsenalu. W pierwszej połowie miejscowe oddały w sumie aż trzynaście strzałów na bramkę strzeżoną przez Szemik. Gospodyniom brakowało jednak nieco skuteczności, bramka Blackstenius była jedyną, którą kibice zgromadzeni na trybunach Emirates obejrzeli w tej odsłonie.

Po zmianie stron „Kanonierki” zdecydowanie poprawiły skuteczność, całkowicie rozbijając rywalki. Podwyższenie rezultatu miało miejsce już dwie minuty po starcie drugiej połowy starcia. Na listę strzelczyń wpisała się Russo, finalizując precyzyjne dośrodkowanie posłane z prawego skrzydła przez Smillę Holmberg. Wraz z kolejnymi upływającymi minutami rywalizacji piłkarki Arsenalu potwierdzały swoją dominację w każdym elemencie gry – od posiadania piłki po liczbę sytuacji.

Na 3:0 podopieczne trener Slegers trafiły w 55. minucie meczu, kiedy to precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego popisała się Chloe Kelly. Skrzydłowa miejscowych w 80. minucie skompletowała dublet, bezwzględnie wykorzystując fatalną pomyłkę defensywy przeciwnika we własnym polu karnym. Kropkę nad „i” w ostatniej minucie podstawowego czasu gry postawiła Beth Mead, pieczętując okazałe zwycięstwo swojej drużyny. W derbach stolicy „Kanonierki” pokonały West Ham United 5:0. Zwycięstwo pozwoliło Arsenalowi utrzymać presję na czołówkę ligi w walce o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach.

Arsenal – West Ham United 5:0 (1:0)
Blackstenius 4’, Russo 47’, Kelly 55’, 80’, Mead 90’

Niespodzianka w Londynie – beniaminek urywa punkt liderowi tabeli

Drugimi z londyńskich derbów rozgrywanych w minionej kolejce angielskiej ekstraklasy było starcie London City Lionesses z Chelsea. Faworytkami do zwycięstwa były aktualne mistrzynie kraju, choć piłkarki beniaminka w tym sezonie udowadniały już, że nie powinno się z góry spisywać ich na straty. Tak też było w sobotnim pojedynku, a kibice zgromadzeni na trybunach stadionu The Den obejrzeli potkanie z dwoma zupełnie różnymi połowami. Derbowa rywalizacja od pierwszych minut dobrze układała się dla ekipy „The Blues”. Zawodniczki Chelsea szybko narzuciły swoje tempo gry, długo utrzymując się przy piłce i zamykając rywalki na własnej połowie.

Prowadzenie podopieczne trener Sonii Bompastor objęły w 22. minucie, wtedy to do siatki trafiła Johanna Rytting Kaneryd. Kluczową rolę w tej akcji ofensywnej przyjezdnych odegrała Aggie Beever-Jones, która przytomnie zgrała futbolówkę głową do wybiegającej na pozycję Kaneryd, otwierając klubowej koleżance drogę do bramki strzeżonej przez Elenę Lete.

Skrzydłowa Chelsea technicznym uderzeniem posłała piłkę obok golkiperki London City Lionesses. Przyjezdne przypieczętowały przewagę na murawie, otwierając wynik meczu. Mistrzynie kraju kontrolowałw boiskowe wydarzenia i wydawało się, że kolejne gole są tylko kwestią czasu. Mimo dominacji faworytkom nie udało się podwyższyć prowadzenia w pierwszej odsłonie, do szatni schodziły zatem ze skromną, jednobramkową zaliczką.

Po przerwie obraz gry uległ zmianie. Miejscowe zaczęły grać zdecydowanie odważniej, stosując wysoki pressing na połowie rywalek. Zawodniczki Chelsea momentami miały spore problemy w defensywie, po stronie ekipy „The Blues” mnożyły się kolejne straty, które przeradzały się w groźne okazje dla London City Lionesses. Podopieczne trener Sonii Bompastor oddały przeciwniczkom inicjatywę na murawie, a piłkarki beniaminka ligi z takiego stanu rzeczy skorzystały. Dogodne szanse na wpisanie się na listę strzelczyń miały między innymi Freya Godfrey i dobrze dysponowana tego dnia Delphine Cascarino, jednak na wysokości zadania przy próbach ofensywnych zawodniczek LCL stawała golkiperka przyjezdnych, Hannah Hampton.

Gospodynie z wielką determinacją naciskały, stwarzając zagrożenie również ze stałych fragmentów gry. W 76. minucie po jednym z rzutów rożnych w polu karnym Chelsea miało miejsce spore zamieszanie, piłkę zmierzającą do siatki w ostatniej chwili z linii bramkowej wybiła Wieke Kaptein, zapobiegając utracie gola. Wydawało się, że przyjezdne przetrwają nawałnicę ekipy London City Lionesses, jednak rosnąca przewaga gospodyń przyniosła efekt w końcówce spotkania. W 82. minucie do wyrównania doprowadziła Isobel Goodwin, uprzedzając dwie defensorki londyńskiej Chelsea, wpakowała futbolówkę do siatki. Ostatecznie więcej goli w tym derbowym meczu już nie obejrzeliśmy.

Rywalizacja zakończyła się remisem 1:1 – wynikiem sprawiedliwym, choć zdecydowanie bardziej satysfakcjonującym dla ambitnie walczących gospodyń niż dla faworytek z Chelsea. Podopieczne trener Sonii Bompastor straciły ważne punkty w walce o obronę mistrzowskiego tytułu, gubiąc punkty, dały się wyprzedzić w ligowej tabeli Manchesterowi United. London City Lionesses natomiast pokazały charakter i mogą cieszyć się z cennego punktu.

London City Lionesses – Chelsea FC 1:1 (0:1)
Goodwin 82’ – Kaneryd 22’

Manchester City zdaje egzamin na „5”, hat-trick Shaw

Weekendowa seria gier przyniosła nam również starcie Manchesteru City z Tottenhamem. Aktualne liderki angielskiej ekstraklasy udowodniły, że zeszłotygodniowy remis z Aston Villą był tylko wypadkiem przy pracy. Pojedynek rozgrywany na Joie Stadium od samego startu był interesującym widowiskiem, jak się jednak okazało wyrównany przebieg miało tylko przez chwilę. Z animuszem w to spotkanie weszły miejscowe, już w ósmej minucie rezultat otworzyła Khadija Shaw. Napastniczka gospodyń wykorzystała niefrasobliwą próbę oddalenia zagrożenia z własnego pola karnego przez ekipę Tottenhamu i bez chwili zastanowienia uderzyła z woleja, pokonując Lize Kop.

Przyjezdne odpowiedziały jednak bardzo szybko, siedem minut później stan rywalizacji wyrównała Olivia Holdt. Duńska skrzydłowa dopadła do futbolówki zagrywanej za linię defensywną Manchesteru City, popędziła z nią na bramkę rywalek, nie dając się dogonić żadnej z obrończyń „Obywatelek” i pewnie sfinalizowała akcję obok bezradnej Khiary Keating. Podrażnione utratą gola miejscowe szybko zabrały się do pracy i już trzy minuty później prowadziły 2:1. Ponownie kluczem do sukcesu okazał się dobrze egzekwowany rzut rożny, a do siatki po raz drugi trafiła Shaw.

Liderka klasyfikacji strzelczyń angielskiej FA WSL swoją znakomitą dyspozycję strzelecką potwierdziła w 21. minucie spotkania, kompletując hattricka. Shaw potrzebowała zaledwie trzynastu minut, by trzykrotnie trafić do siatki rywalek. Ekipa Manchesteru City prowadziła zatem 3:1, ale na tym nie zamierzała poprzestawać. W pierwszej odsłonie gospodynie dołożyły jeszcze dwa trafienia, nokautując przeciwniczki. Najpierw w 37. minucie Lize Kop pokonała Kerolin, a w ostatniej minucie podstawowego czasu gry tej połowy w dość niefortunny sposób piłkę do własnej bramki skierowała Amanda Nilden.

Po zmianie stron miejscowe nieco zwolniły tempo gry, a ekipa Tottenhamu grała w sposób bardziej zorganizowany, częściej atakując bramkę przeciwniczek. Mimo poprawy gry, straty były jednak zbyt duże, by móc realnie zagrozić solidnie grającym piłkarkom Manchesteru City. Przyjezdne naciskały, ale z ich ataków zbyt wiele korzyści nie wynikało. Londyński zespół był w stanie zdobyć tylko gola honorowego, w 85. minucie golkiperkę „Obywatelek” pokonała Bethany England. Angielka dopełniła formalności, finalizując składną akcję swojej drużyny. Manchester City rozbił Tottenham 5:2 po kapitalnej pierwszej połowie i hat-tricku Khadiji Shaw. Piłkarki z niebieskiej części Manchesteru jeszcze wygodniej rozsiadły się w fotelu liderek angielskiej FA WSL, przewaga nad drugim w tabeli Manchesterm United wynosi osiem oczek.

Manchester City – Tottenham 5:2 (5:1)
Shaw 8’, 18’, 21’, Kerolin 37’, Nilden 45’ (sam.) – Holdt 15’, England 85’

Melvine Malard bohaterką Manchesteru United

Emocji nie brakowało również w starciu Manchesteru United z Evertonem. Popularne „Czerwone Diablice” liczyły na podtrzymanie imponującej serii, podopieczne trenera Marca Skinnera w lidze są niepokonane od ośmiu spotkań. Z drugiej strony dobrze dysponowane w ostatnich tygodniach piłkarki ekipy „The Toffees”, które ostrzyły sobie zęby na piąte zwycięstwo z rzędu w rozgrywkach angielskiej FA WSL.

Od pierwszych minut sobotniej rywalizacji gospodynie były stroną bardziej aktywną, częściej utrzymując się przy piłce i kreując sobie okazje do zdobycia otwierającego trafienia. Sporo problemów defensorkom Evertonu sprawiała dynamiczna Melvine Malard. Piłkarki Manchesteru United dwoiły się i troiły, mocno naciskając przeciwniczki. Optyczna przewaga miejscowych została udokumentowana jeszcze przed przerwą, w 38. minucie na listę strzelczyń wpisała się Elisabeth Terland, zachowując największą przytomność w polu karnym Evertonu. Do szatni „Czerwone Diablice” schodziły zatem ze skromną, jednobramkową zaliczką.

W drugiej odsłonie Everton był w stanie stopniowo przejmować inicjatywę na murawie. Przeprowadzone w przerwie zmiany personalne wpłynęły na ożywienie w grze ofensywnej zespołu. Wydawało się, że mimo usilnych nacisków przyjezdnych, ekipa Manchesteru United zdołała zagrać na „zero z tyłu”. Plany piłkarkom United pokrzyżowała jednak Imma Gabarro, która w 90. minucie spotkania doprowadziła do wyrównania. Hiszpanka była niepilnowana w polu karnym Manchesteru United, z czego chętnie skorzystała, pakując piłkę do siatki. Mecz rozgrywany na Leigh Sports Village trzymał w napięciu do ostatnich sekund, rywalizacja weszła w doliczony czas gry i wszystko wskazywało na to, że drużyny podzielą się punktami.

W 94. minucie bohaterką miejscowych została Malard, która rzutem na taśmę zapewniła swojemu zespołowi komplet punktów. Snajperka Manchesteru United najwyżej wyskoczyła w polu karnym do piłki zagrywanej z rzutu rożnego i strzałem głową przechyliła szalę zwycięstwa na korzyść „Czerwonych Diablic”. Jak się okazało, był to ostatni akord w tej rywalizacji, wygrana pozwoliła podopiecznym trenera Marca Skinnera na awans na drugie miejsce w ligowej tabeli.

Manchester United – Everton 2:1 (1:0)
Terland 38’, Malard 90+4’ – Gabarro 90’

Aston Villa odwraca losy meczu – Leicester wypuszcza prowadzenie po przerwie

Osiemnastą serię gier w angielskiej WSL zamykało starcie Leicester City z ekipą Aston Villi. Pierwsza połowa przebiegała pod znakiem wyrównanej gry, choć to gospodynie potrafiły lepiej wykorzystać swoje okazje. Leicester było bardziej konkretne w ofensywie i w 38. minucie objęło prowadzenie po trafieniu Alishy Lehmann, która skutecznie wykończyła ładną akcję swojego zespołu. Do przerwy miejscowe kontrolowały przebieg spotkania i wydawało się, że są na dobre drodze do zdobycia kompletu punktów.

Druga połowa rozpoczęła się jednak fatalnie dla Leicester. Już dwie minuty po rozpoczęciu gry Anna Rose Patten doprowadziła do wyrównania. Defensorka Aston Villi przytomnie zareagowała przy zbiegnięciu na bliższy słupek i skierowała futbolówkę do siatki. Wyrównujące trafienie wyraźnie dodało energii przyjezdnym, które zaczęły przejmować inicjatywę i coraz częściej zagrażać bramce rywalek.

W miarę upływu kolejnych minut podopieczne trener Natalii Arroyo zaznaczały swoją dominację na murawie, a ich determinacja przyniosła zamierzone efekty w końcówce spotkania. W 84. minucie swoje nazwisko na liście strzelczyń zapisała Kirsty Hanson. Skrzydłowa „The Villans” pomknęła na bramkę przeciwniczek i zdecydowała się na uderzenie z ostrego kąta, z interwencją zdążyła golkiperka Evertonu, jednak futbolówka i tak zatrzepotała w siatce.

Końcówka meczu była nerwowa. Miejscowe za wszelką cenę próbowały wywalczyć chociażby punkt w tym meczu, jednak zmotywowane przyjezdne zachowywały pełną koncentrację w defensywie. Ostatecznie ekipie Leicester nie udało się już odwrócić losów spotkania. Trzy punkty trafiły na konto Aston Villi, która dzięki skutecznej drugiej połowie odniosła cenne wyjazdowe zwycięstwo.

Leicester City – Aston Villa 1:2 (1:0)
Lehmann 38’ – Patten 47’, Hanson 84’

Więcej treści o lidze angielskiej można znaleźć TUTAJ.

Barclays Women’s Super League 2025/2026

PozycjaKlubMeczeWRPB+B-RBPkt
11916125515+4049
21912433618+1840
31711513812+2638
41911533720+1738
5199283136-529
6186392122-121
71963102031-1121
81962112332-920
9195592741-1420
101945102029-1917
111934121641-2513
12182313936-279
Reklama
Opublikowano: 23.03.26

Polecamy