Znamy finalistki FA Cup!

Choć w ten weekend nie przyszło nam śledzić losów na najwyższym szczeblu ligowym w Anglii, rozgrywano półfinały FA Cup. Chelsea mierzyła się z Liverpoolem, zaś w chronologicznie drugim półfinale byliśmy świadkami derbów Manchesteru.

Reklama

Znamy finalistki FA Cup!

W pierwszym półfinale liderki z Londynu podejmowały zawodniczki Liverpoolu, które w ćwierćfinale sprawiły już jedną niespodziankę, eliminując Arsenal. Tym razem zadanie wydawało się na papierze znacznie trudniejsze. Grając bez żadnych kompleksów, przyjezdne w początkowej fazie meczu nie ustępowały swoim rywalkom poziomem. Mało tego, to właśnie one pierwsze wyszły na prowadzenie. Genialne podanie prostopadłe posłała Hobinger, a pojedynek biegowy z Sandy Baltimore wygrała Olivia Smith, która mając czas przymierzyła idealnie w długi róg, nie dając żadnych szans Hannah Hampton. Podrażnione stratą bramki faworytki wrzuciły wyższe obroty, chcąc jak najszybciej przynajmniej przywrócić stan remisowy. Dokonały tego rzutem na taśmę, niedługo przed końcem pierwszej połowie. W niemałym zamieszaniu najlepiej odnalazły się Erin Cuthbert, która uderzyła technicznie w stronę bramki rywalek. Rachael Laws próbowała jeszcze w tej sytuacji ratować zespół przed utratą gola, ale po jej interwencji piłka odbiła się od słupka i finalnie znalazła się w bramce. Do przerwy zatem oglądaliśmy naprawdę wyrównany pojedynek i 1:1 było rezultatem jak najbardziej sprawiedliwym.

Po zmianie stron więcej dogodniejszych okazji, co raczej nie powinno dziwić, tworzyła sobie Chelsea. Przed wielką szansą stanęła Beever – Jones, jednak jej strzał z powietrza z kilku metrów zatrzymała instynktownie 34 – letnia golkiperka Liverpoolu. Nie oznacza to jednak, że gościnie nie miały sposobności, by zagrozić drużynie w niebieskich trykotach. Warto przypomnieć tutaj chociażby centrostrzał w wykonaniu Jamajki, Taylor Hinds, który ostatecznie wylądował „tylko” na poprzeczce bramki. Choć z biegiem czasu dominacja miejscowych przybierała coraz większe rozmiary, wynik pozostawał taki sam. Kiedy już wszystkim wydawało się, że regulaminowy czas gry nie wyłoni finalistek, swoje winy odkupiła Baltimore. To właśnie Francuzka dośrodkowała idealnie na głowę grającej z „33” Beever – Jones, a jej strzał w ostatnich chwilach doliczonego czasu sprawił, że to rzutem na taśmę The Blues zapewniły sobie miejsce w wielkim finale.

Chelsea FC – Liverpool FC 2:1 (1:1)
Cuthbert 45 + 2′ , Beever – Jones 90 + 4′ – Smith 21′

Po derbach Manchesteru można było spodziewać się wielu emocji i rywalizacji o każdy centymetr boiska. Sąsiadujące ze sobą w tabeli WSL zespoły w końcu walczyły o finał krajowego pucharu, zatem motywacja była ogromna. Już po pierwszych minutach jednak widać było, która ekipa tego dnia jest lepiej przygotowana do spotkania. Pierwsza bramka padła już bowiem w szóstej minucie. Przeszywające podanie górą autorstwa Elli Toone padło łupem Celin Ildhusoy, która zabawiła się z rywalkami w okolicach szesnastego metra i popisała się precyzyjnym strzałem na długi słupek. Próbującej interweniować Khiarze Keating zabrakło centymetrów, by skutecznie sparować futbolówkę poza światło bramki, a piłka po jej palcach wpadła do siatki. Na kolejnego gola przyszło nam czekać niewiele ponad kwadrans. Po dośrodkowaniu George z rzutu rożnego, „szczupakiem” piłkę do bramki skierowała Grace Clinton. Szybkie 0:2 wyraźnie podłamało zawodniczki City, które w kolejnych minutach oddały nieco inicjatywę rywalkom. Na szczęście, z ich perspektywy oczywiście, obyło się bez kolejnych trafień. Same stworzyły sobie w trakcie całej połowy raptem jedną okazję, która realnie mogła skończyć się bramką. W nieoczywistej sytuacji, bowiem tyłem do bramki, z półwoleja szczęścia spróbowała Kerolin Nicoli, lecz czujnie na linii zachowała się Phallon Tullis – Joyce. Do przerwy zatem United wypracowało sobie solidną, dwubramkową zaliczkę.

Po wznowieniu gry wydarzenia na boisku miały już nieco mniejsze tempo. Ekipa z czerwonej części miasta nie forsowała szczególnie, wiedząc, że ich oponentki tego dnia są po prostu stroną zdominowaną i nie są one realnym zagrożeniem w walce o finał pucharu. Przez pełne 45 minut City oddało dwa strzały i to w trakcie jednej akcji. Co by natomiast nie mówić, co najmniej jeden z nich powinien zatrzepotać w siatce, lecz amerykańska bramkarka rywalek miała inne plany. Najpierw sparowała ona na poprzeczkę uderzenie z rzutu wolnego Hasegawy, by po chwili wykazać się genialnym instynktem i refleksem i nogą zatrzymać dobitkę Lily Murphy z około trzech metrów. Ta interwencja już na dobre podcięła skrzydła przegrywającym piłkarkom, wiedzącym, że jeśli coś takiego nie znajduję drogi do bramki, to już chyba nic nie wpadnie. Ostatecznie rezultat, który widniał na tablicy wyników po 21 minutach tego widowiska, okazał się tym ostatecznym. Zatem o trofeum zmierzą się ze sobą triumfatorki z ostatnich dwóch edycji. W każdej z nich Chelsea oraz Manchester United finalnie trafiały na siebie, ze zmiennym szczęściem. W finale w sezonie 22/23 to londyńska ekipa zwyciężyła 1:0, zaś w półfinale z zeszłej kampanii górą okazało się United (2:1) , które później rozgromiło w finale Tottenham.

Manchester City – Manchester United 0:2 (0:2)
Ildhusoy 6′ , Clinton 21′

Reklama
Opublikowano: 14.04.25

Polecamy